poniedziałek, 1 sierpnia 2016

Nowy świat- rozdzial 7 Wszystko musiałeś spieprzyć?

Siemka ;) wiem, że mnie długo nie było, ale już jestem więc wszyscy się cieszą i czytają 7 część nowego świata :D pisze na telefonie więc może być coś nie tak ^^
___________________________________________
                     Rozdział 7
„Czy wszystko musiałeś spieprzyć?”
Wstaje z łózka obudzona dźwiękiem przychodzącego SMS-a. Jeszcze jedną
nogą w krainie morfeusza biorę telefon do ręki zaspanym wzrokiem odczytuję
wiadomość.
 ~Nieznany numer 8:15
 Spotkajmy się dzisiaj w Tongva Park w południe.
 Będę czekał księżniczko
 XXX~
Pełna pytań idę do kuchni lekko przecierając oczy. Czy Luca zmienił numer?.. I kto
w ogóle w dzisiejszych czasach podpisuje się trzema iksami. Robię sobie kawę wciąż
myśląc o tajemniczej wiadomości. Nie mogę się zdecydować czy jechać czy nie...
- Och! Cassie. Cześć- mówię, gdy dziewczyna wczołguje się do kuchni- gdzie ty
byłaś, że ledwo idziesz, hym?
- CrossFit... To... ZŁO!-Wydusza z siebie zanim siada na krześle naprzeciw mnie
- Och biedactwo ty moje, skąd ty się tam w ogóle wzięłaś?
- Znajoma z pracy mnie zabrała, stwierdziła, że 'jestem spięta'- mówiąc to wywraca
oczami i teatralnie unosi dłonie- rozumiesz to? Ja! Spięta...
- Chcesz kawy?-Pytam całkowicie ignorując jej słowa
- Nie i nie ignoruj mnie! Ja tu cierpię, a ciebie to wcale nie obchodzi
- Mhm
- Mad! Czy ty mnie w ogóle słuchasz?- Czuję wibrację w kieszeni. Oho ktoś do mnie
pisze. Biorę urządzenie i odczytuję kolejną wiadomość
~Nieznany numer 8:32
Mam nadzieję, że odczytałaś poprzednią
wiadomość księżniczko, ale dla pewności
wysyłam drugą :) Spotkajmy się w południe w Tongva Park
Bardzo mi zależy, już na ciebie czekam princesko.
 XXX~
Zaśmiałam się lekko pod nosem widząc kolejną wiadomość od potrójnego iksa.
- No i co ty się tak szczerzysz do tego telefonu, co?
- Hym?- Odpowiadam niezwykle elokwentnie, na co Cassie zaczyna się śmiać-
Cassie czy ty bawiłaś się moim telefonem?
- Nie-e- dziwnie przeciąga ostatnią samogłoskę
- Na pewno? Nie pisałaś do nikogo?
- No przecież mówię, że nie.
- Dobra, wychodzę- zakładam bluzę i idę zawiązać buty. Cassie wlecze się za mną do
przedpokoju
- Na pewno chcesz iść w spodniach od piżamy?
- Ja? Oczywiście.- Wciągam czapkę na czubek głowy i wychodzę
Spokojnym krokiem wędruję po dzielnicy myśląc wciąż o nieznajomym od
wiadomości. Przechadzam się wśród starych budynków, aby dotrzeć do terenów bardziej unowocześnionych. Chociaż nawet jakbym chciała się z nim spotkać to
komunikacją miejską się nie wyrobie. Musiałabym mieć samochód, 20 min i jestem
na miejscu. Ale teraz zakupy. Rozważając wszystkie za i przeciw spotkania z
potrójnym Iksem nie zauważam obecności jakiejś osoby obok siebie.
- Annyeong* noona
- An…-odwracam o głowę, żeby odpowiedzieć domniemanemu Koreańczykowi-
Sebastian? Co ty tu robisz? A! I nie postarzaj mnie- śmieję się przybijając piątkę z
chłopakiem.
- Ta, to ja. Przyszedłem do sklepu i czemu uważasz, że cię postarzam?
- Powiedziałeś do mnie noona, co znaczy mniej więcej, co starsza siostro- zaczynam
się śmiać z miny chłopaka, która wyrażała ogromne zdziwienie z zażenowaniem
- Ja… Liczyłem, że wyjdę na mądrego
- To się przeliczyłeś kolego- mówię wrzucając do koszyka makaron- idę po chleb.
Idziesz?
- Mhm…
- O, czym myślisz?
- A o wszystkim i o niczym. W sumie to potrzebuję jakiegoś towarzystwa…
- A ja samochodu- przerywam mu w pół zdania- to jak? Ja ci załatwiam towarzycho,
a ty mi auto, ok?
- Okej… To wcale nie jest dziwne. Postaram się coś załatwić… Alfa? Co ty na to?
- Świetnie- uśmiecham się do niego
- A gdzie ty w ogóle chcesz jechać?
- Do Tongva park muszę się z kimś spotkać- mówię biegając między półkami w
poszukiwaniu korniszonów- O! Są! Mam wszystko możemy iść- uśmiecham się do
chłopaka i kierujemy się do kasy. Wykładam wszystko na taśmę i oceniam jak bardzo
skurczy się mój portfel po tych miłych zakupach. Kasjerka podaje mi cenę i gdy chcę
już wyciągać portfel zostaję zatrzymana przez czyjąś rękę na moim nadgarstku
- Ja zapłacę- Sebastian szarmancko wyciąga swoją kartę i pieniądze spływają z jego
konta. Zbieram zakupy do papierowej torby i idę za chłopakiem
- Wiesz, że nie musiałeś jeszcze mam trochę pieniędzy- mówię z wyrzutem
spoglądając na starszego
- Tak, tak. Wchodź- mówi otwierając mi drzwi kierowcy od czarnego samochodu.
Patrzę na niego pytającym wzrokiem, na co on tylko wzrusza ramionami i wsiada po
drugiej stronie. Nie pozostaje mi nic innego jak zasiąść za kierownicą uprzednio
wkładając zakupy na tylne siedzenia. Spoglądam na chłopaka i czekam, aż się
odezwie- No, co się tak patrzysz, muszę wiedzieć, że sobie poradzisz. Dawno nie
jeździłaś.
- Dobra- zapinam pas i próbuje ruszyć. Oczywiście zgasł. Drugi raz i gaśnie.- Jak to
się mówi do trzech razy sztuka, nie?- Na moje szczęście za trzecim razem ruszam z
miejsca. Bardzo fajne uczucie znów kierować autem, no nie powiem myślałam, że
pójdzie mi gorzej. Zatrzymuje się pod domem i z wielkim bananem na twarzy
czekam na ocenę mojej jazdy
- Szczerze? Myślałem, ze będzie gorzej- uśmiecha się i wysiadamy. Kierujemy się
schodami i korytarzami, aby dotrzeć do drzwi mieszkania. Uchylam je lekko, głośno informując Cassie o gościu.
- Spoko, możecie wchodzić- słyszę gdzieś z głębi domu. Wchodzimy do kuchni gdzie
kładę zakupy na podręcznym stoliku. Odwracam się i szukam wzrokiem telefonu,
który tu zostawiłam. Biorę go do ręki i odblokowuję. Patrzę na godzinę i nie
dowierzam.
- Już jest po jedenastej? Dopiero, co była dziewiąta- zaczęłam krzyczeć biegając po
mieszkaniu w poszukiwaniu ubrań i kosmetyków, przecież nie pójdę na spotkanie w
piżamie. Co to to nie. Gdy znajduje już ulubione jeansy i jakąś koszulkę kieruje się
do łazienki. Szybki prysznic jakiś tusz do rzęs i jesteśmy gotowe. Wychodzę z
łazienki i biegnę po torbę. Wrzucam do niej co różne rzeczy. Jakieś chusteczki,
portfel, dokumenty, klucze tez się przydadzą. Kluczyki!
- Sebastian! Potrzebuje kluczyki i dowód rejestracyjny. Szybko!
- Idę.- Chłopak wyłania się zza ściany i wręcza mi klucze.- Resztę masz w schowku
na okulary.- Uśmiecham się i patrzę na telefon. 11:30
- Dobra wyrobiłam się. Oklej to ja idę, a wy zajmijcie się sobą- mówię zakładając
buty i czapkę- Pa!
Kieruję się w stronę zaparkowanej czarnej Alfy Romeo Sebastiana. Kochany
jest, że mi pożyczył swój samochód. Ja jakbym miała w życiu nie oddałabym go w
cudze ręce. Wkładam klucze do stacyjki i ruszam. Przypominam sobie drogę do
tongva park, która czytałam jakiś czas temu
~Kieruj się Normandie ave na południe w stronę West 8th
Street skręć w lewo
Skręć w prawo na 1-10 West/Santa Monica fwy
Jedz 1-10 West /Santa Monica fwy
Wybierz zjazd na 4th Street
Skręć w prawo w olympic dr
Skręć w prawo w główną ulicę
Jesteś na miejscu ~
Dobra może damy radę. Jadę kierując się wskazówkami, które utkwiły mi w głowie.
Gdy jestem, nie wiem jakim cudem, na miejscu, spoglądam ostatni raz na zegarek
wskazujący za pięć dwunastą. Gotowa wysiadam auta i zamykam je. Nagle zaczynają
nachodzić mnie wątpliwości. Począwszy od tego, że nie mam pojęcia jak poznam
owego potrójnego iksa kończąc na tym, że to seryjny morderca, który tylko czeka,
jak pająk, aż wpadnę w jego sieci, a on będzie mógł wyssać ze mnie wszystkie soki i
schrupać jak muchę lub innego owada. Gdy zaczynam się śmiać ze swojego
porównania słyszę jak ktoś mnie woła. Skądś znam ten głos. Odwracam się powoli,
żeby zobaczyć właściciela.
- Lucas?- Mówię niedowierzając
- Jednak przyszłaś
- To ty napisałeś te wszystkie wiadomości?
- No tak. To ty nie wiedziałaś, że to ja?
- Jak widać- odpowiadam przewracając oczami
- Może usiądziemy?- Pyta wyraźnie poddenerwowany
- Nie raczej nie mam ochoty- odpowiadam i dalej stoję w miejscu. Nagle z znikąd pojawia się Luca. Jestem zdezorientowana.
Mad! -Mówi obejmując mnie ramieniem
- Zostaw ją, ona jest moja- słyszę z ust blondwłosego Lucasa i nagle wszystko
zaczyna dziać się zbyt szybko żeby to opisać. Jeden i drugi roszczą sobie do mnie
prawo krzycząc na siebie. Po chwili tak niespodziewanie jak się zaczęło tak całe
zamieszanie się kończy. Luca patrzy na mnie tylko zranionym spojrzeniem i
odchodzi.
- Idź się lecz, człowieku- krzyczę
- Co, ale co ja…
- Co zrobiłeś? Ty wciąż nie rozumiesz? Wszystko musiałeś spieprzyć?- Kieruję te
słowa do Lucasa i wybiegam z parku za Luką.
                                         Nammi